sobota, 8 lipca 2017

Tiki... czyli coś z czym można walczyć i wygrać CZ.II

Nie chcę, żebyście zbyt długo czekali na dalszą część historii, a że chciałabym dzisiaj Wam przekazać całość, to piszę :) Ostatnio skończyłam na tym, że w podstawówce nie miałam łatwego życia. Jednak to właśnie wtedy udało mi się znaleźć pomoc. Zresztą, zupełnie przez przypadek.

W szkole podstawowej miałam spore problemy z ortografią (tak, wiem, śmieszne, zważywszy na to, że już wtedy pisałam opowiadania). Wiadomo z czym to się wiąże: każde dyktando-bania, każde wypracowanie-obniżona ocena za ortografię. Co z tego, że moje wypracowania były świetne, jeżeli chodzi o treść, skoro ortografia i interpunkcja leżała... Moja wychowawczyni skierowała mnie w związku z tym do poradni prsychologiczno-pedagogicznej. Nie będę Wam opisywać tego, jak to wygląda, może kiedyś poświęcę na to osobny post (jeżeli będziecie chcieli), w każdym razie pani stwierdziła, że nie mam absolutnie dysortografii. Dostrzegła natomiast inny problem-moje "tiki". To właśnie wtedy ktoś po raz pierwszy nazwał rzecz po imieniu. Dostałam skierowanie do innej pani psycholog. I tak oto zaczęła się moja przygoda z "wychodzeniem na prostą". Z panią psycholog spotykałam się średnio co tydzień i bardzo ją polubiłam. Była to pierwsza osoba, która naprawdę mnie słuchała. Mogłam mówić o największych pierdołach, o moich planach, marzeniach, o tym, czego nienawidziłam, a ona nigdy tego nie skrytykowała. Pozwoliła mi się po prostu wygadać. Uwielbiałam spotkania z nią i ubolewałam, kiedy dobiegały końca. Oczywiście każde kończyło się jakimś ćwiczeniem, często na wyobraźnię, a że mam ją bardzo rozwiniętą, to je uwielbiałam. Dość długo trwało, zanim przestałam chodzić do pani psycholog (uczęszczałam na inne zajęcia, ale o tym zaraz). Patrząc z perspektywy czasu, nawet teraz czasami brakuje mi takiej szczerej rozmowy z nią...

Kiedy zaczęłam naukę w gimnazjum, czyli prawie po półtorej roku uczęszczania do poradni, rozpoczęłam terapię "EEG Biofeedback". Wtedy była to nowa metoda, której zadaniem był trening mózgu. Jeżeli ktoś nie słyszał, a interesuje go to, na internecie znajdzie mnóstwo informacji :) Ogólnie polegało to na tym, że przychodziłam, siadałam na bardzo wygodnym fotelu, pani przypinała mi do głowy i uszu elektrody, po czym na komputerze puszczała mi grę. Była ona banalna-polegała na sterowaniu samochodzikiem, statkiem powietrznym czy ufo (była masa tych gier ale najpopularniejszy był samochodzik na torze wyścigowym). Problem polegał na tym, że nie było ani myszki, ani klawiatury-mimo to, samochodzikiem sterowałam ja :) Chodziło o ćwiczenie silnej woli. Nie pamiętam już ile było takich spotkań. Na pewno dużo... Muszę przyznać jednak, że bardzo mi one pomogły. Nauczyłam się w dużym stopniu panować nad problemem :)

Moja walka z tikami trwa już dziesięć lat. W tym czasie ukończyłam szkołę muzyczną, gimnazjum, a także spełniłam swoje marzenia i wciąż to robię. Nie mogę powiedzieć, że w stu procentach pozbyłam się tików, ponieważ ciągle od czasu do czasu pojawiają się w moim życiu i prawdopodobnie już zawsze będą częścią mnie. Jestem jednak dumna, że stoczyłam z nimi ciężką walkę, trwającą kawał mojego życia i jak dla mnie-wygrałam ją. Na tyle nauczyłam się nad nimi panować, że jeżeli zorientuję się, że coś robię, czego nie chcę, jestem w stanie przestać. Ktoś, kto nigdy nie miał z tym problemu, nigdy tego nie zrozumie. Nikt nie potrafi postawić się na miejscu osoby, która idzie do szkoły z uśmiechem, ponieważ wie, że czekają tam na nią znajomi i przyjaciele, którzy nie będą wytykać jej palcami. Fakt, nie jestem już dziewczynką w warkoczykach, ale wierzcie mi, że słowa w każdym wieku ranią tak samo... Nie ważne, czy dotyczą one małego dziecka, czy dorosłego człowieka. Moi znajomi i przyjaciele akceptują mnie taką, jaką jestem, bez względu na to, że od czasu do czasu mocniej zmrużę oczy i za to bardzo ich cenię... Mam nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy znajdę także osobę, która pokocha mnie taką jaką jestem i nie będą jej przeszkadzały nawet moje tiki...:)

Na koniec, chciałabym w szczególny sposób podziękować kilku osobom (poza moimi rodzicami, którzy wspierają mnie każdego dnia), które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że pomogły mi w wygraniu tej walki :)
Jako pierwszej chciałabym podziękować mojej przyjaciółce Sandrze, która zawsze była obok i wspierała mnie, niezależnie od tego, co się działo <3
Mojej drugiej przyjaciółce, Gabrysi, która zawsze starała się pomóc i nigdy nie pytała <3
Marysi, która znosi mnie od ośmiu lat, zawsze w jednej klasie i jako jedna z nielicznych, nigdy się ode mnie nie odwróciła, a była i pomagała, nawet nie zdając sobie z tego sprawy <3
Mojej przyjaciółce Justynie, która choć jest daleko, to od zawsze mnie wspiera <3
Na koniec kieruję podziękowania do kobiety, która pewnie nigdy nie przeczyta tego postu, a mimo to, zawdzięczam jej naprawdę wiele. Nigdy nie miałam okazji podziękować za te wszystkie godziny, kiedy słuchała mojego ględzenia o wszystkich błahych, ale i tych poważniejszych rzeczach. Naprawdę dużo mi to dało. Patrząc z perspektywy czasu, zrobiła jeszcze jedną rzecz-dzięki niej pokochałam psychologię. Wiążę z nią przyszłość i mam nadzieję, że kiedyś komuś pomogę tak, jak ona pomogła mi :)

To chyba tyle... Chcę tym postem pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ja wygrałam już swoją walkę, ale jest wiele osób, które wciąż walczą. Trzymam kciuki za każdego <3 Powodzenia!
(w razie pytań piszcie śmiało :) Postaram się odpowiedzieć na wszystkie :) )

CZĘŚĆ I: https://kolorowezyciebiedronki.blogspot.com/2017/07/tiki-czyli-cos-co-zniszczyo-moje.html

Kontakt: niezapominajkaaa@onet.pl
Snap: Wikusia_blog
Facebook: https://www.facebook.com/Kolorowe-życie-Wikusi-227836064374205/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz