piątek, 7 lipca 2017

Tiki... czyli coś, co zniszczyło moje dzieciństwo CZ.I

Bardzo długo zastanawiałam się nad tym, czy pisać cokolwiek, na temat, którego dotyczy dzisiejszy post. Nie przychodzi mi to łatwo, ponieważ będzie to dotyczyło okresu, do którego nie lubię wracać wspomnieniami, chociaż oczywiście wiąże się to także z masą cudownych przeżyć, jednak coś sprawia, że te negatywne mają dużo większą siłę przebicia. Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, jak zacząć ten post, ale... napiszę wszystko od początku :)

Właściwie, to wszystko zaczęło się (przynajmniej z tego co pamiętam), kiedy zaczęłam chodzić do szkoły muzycznej. Sama szkoła super, gdyby nie fakt, że od głównych przedmiotów trafiła mi się prawdziwa franca, która przez trzy lata potrafiła mi powtarzać, że nie powinno mnie tam być, że nic nie potrafię, do niczego się nie nadaję i takie tam bzdety (w sumie, to nie tylko ja jej nie lubiłam, ale to tak na marginesie). Miałam wtedy jakieś dziewięć lat, bo chodziłam do trzeciej klasy w podstawówce, więc byłam jeszcze małą dziewczynką w warkoczykach. Po roku znienawidziłam tę szkołę, ale mimo to chodziłam do niej jakoś tak trzy razy w tygodniu (częściowo był to wpływ rodziców, częściowo mój). Nie poddałam się, ale za to w nagrodę za swoją wytrwałość, dostałam przeciwnika, z którym nie radziłam sobie i często przegrywałam walkę-STRES.

Do końca nie pamiętam, od czego się zaczęło, w każdym razie po pewnym czasie, pojawiły się u mnie różne "ruchy", których zupełnie nie kontrolowałam. Można powiedzieć, że nauczyłam się z nimi żyć... Tak po prostu. Próbuję sobie przypomnieć, od czego się zaczęło. Wydaje mi się, że od mrużenia oczami, albo mocniejszego przekręcania głowy, ale nie jestem pewna. Nie pamiętam też, kiedy moi rodzice zaczęli zauważać, że coś jest nie tak. Początkowo zaczęło się od pytań, typu: "Co ty robisz?", albo poleceń: "Przestań mrużyć oczy", "Nie rób tak", "Nie trzęś się". Oczywiście po takim upomnieniu po pierwsze czułam się fatalnie, a po drugie byłam w stanie opanować to może na kilka minut, może nawet nie, po czym znowu zaczynałam. I tak w kółko. Najgorsze było to, że nie zwracali mi uwagi jedynie rodzice, ale wiele osób wokół mnie. Nie wiem, czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, co czuje kilkuletnia dziewczynka, która robi coś, czego nie może powstrzymać, bo ja właściwie nie wiedziałam co robię, a nawet miałam nadzieję, że nikt tego nie widzi, a okazywało się, że widzieli to wszyscy...

Jak teraz sobie przypominam, jakie kary, czy nagrody wymyślała moja mama, to wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy mi do śmiechu nie było. Chociaż bardzo chciałam, to nie potrafiłam przestać. Oczywiście robiłam to też w szkole. No właśnie... Cóż... Wspomnienia z tym związane, dotyczące szkoły nie są miłe. W czwartej klasie zmieniłam szkołę (może kiedyś napisze, dlaczego) i tam się zaczęło. Wiadomo, że były osoby, które na to nie zwracały uwagi i kolegowały się ze mną, ale były też takie, które miały z tego prawdziwy ubaw. Nigdy nie zapomnę, jak któregoś dnia, kiedy już stałam w ławce, jeden z moich kolegów wszedł do sali dziwnie ruszając głową. Wszystko byłoby w porządku, gdybym nie zorientowała się, że przez cały czas patrzył tylko na mnie i robił tak dopóki nie zauważyłam, po czym wybuchnął śmiechem, a wraz z nim cała klasa. Cała klasa, z wyjątkiem jednej osoby-mnie... dziewczynki, która stała w ławce, ze łzami w oczach i marzyła o tym, żeby znaleźć się gdzieś poza zasięgiem wzroku wszystkich. Najgorsze jest to, że ten chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego, co wtedy robił... Zresztą, nie była to jednorazowa akcja... Robił to dość często, do momentu, w którym przestało to bawić innych. Najbardziej bolało to, że nikt nie stanął w mojej obronie. Nauczyciele rzadko to widzieli, a dzieci nie zauważały problemu. Po tych wszystkich latach niechętnie wracam do tamtego okresu. Tamten chłopak kilka lat później przeprosił mnie za to co robił. Potrafił nawet poprosić, żebym o tym zapomniała. Co prawda wybaczyłam mu, ale zapomnieć się tego nie da...

Zapewne ciekawi Was to, jak sobie z tym poradziłam, czy ktoś mi pomógł. Tak, pomoc znalazłam, ale o tym w kolejnym poście. Jak tylko go dodam, to wkleję link poniżej :) Gdybyście mieli jakieś pytania, to piszcie... Trzymajcie się ciepło.

II CZĘŚĆ: https://kolorowezyciebiedronki.blogspot.com/2017/07/tiki-czyli-cos-z-czym-mozna-walczyc-i.html

Kontakt: niezapominajkaaa@onet.pl
Snap: Wikusia_blog
Facebook: https://www.facebook.com/Kolorowe-życie-Wikusi-227836064374205/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz