sobota, 11 marca 2017

Rozczarowanie i zaskoczenie tego tygodnia w telewizji...

Na początku chcę Wam powiedzieć, że pani Ł, dała o sobie znać i wyszła wszędzie, gdzie mogła :/ Być może jest to efekt stresu, czego bym się nie zdziwiła, bo konkurs z psychologii wywołał u mnie mega stres :/ Ale walczymy i za mam nadzieję, że za niedługo znów się rozstaniemy.
Co do konkursu, to nie przeszłam dalej, ale mam wysokie miejsce i jestem z siebie naprawdę dumna :) Dało mi to naprawdę dużo do myślenia i mam nadzieję, że nie przestanę. Poza tym, dziękuję za wszystkie kciuki <3

Kolejną sprawą, jaką chciałam Wam napisać, to przepraszam za ostatnie zamieszanie na blogu. We wtorek nie było wpisu, w środę nie miałam kompletnie pomysłu co napisać. W tym tygodniu jednak wszystko wraca do normy :) We wtorek obiecany od dwóch tygodni post jak pomóc załamanej osobie, a w piątek "(...) pozycji, którym warto poświęcić czas" :) Jeżeli ktoś więc ma czas i ochotę poczytać, to zapraszam we wtorek i piątek :)

Wracając do tematu. Tytuł dzisiejszego wpisu nie jest przypadkowy. W tym tygodniu było kilka premier, a między innymi jedna, na którą czekali chyba wszyscy fani, ale zamiast zaskoczenia, na które wszyscy czekali, zyskali spore ROZCZAROWANIE! Ja sama także się tego nie spodziewałam i miałam nadzieję do ostatniej minuty odcinka, że to tylko takie podpuszczanie. No cóż. Myliłam się. Dzisiaj więc będzie troszkę o serialu "Sprawiedliwi..." (pojawią się spojlery dla tych, którzy nie oglądali)

Zacznijmy może od tego, że cały pierwszy sezon, a przede wszystkim ostatnie odcinki były bardzo emocjonujące dla fanów jednej z par policjantów. Mowa oczywiście o Adamie i Marysi. Co tam zdanie rodziców, co tam różnica wieku... Ważne że się kochali :P A ponieważ nasi scenarzyści mają bardzo bujną wyobraźnię, czego nie da się ukryć patrząc także na inne seriale, to zakończyli z potężnym przytupem: śmierć jednej z drugoplanowych, ale jakże ważnych postaci była szokiem, ale nikt nie spodziewał się wypadku na koniec odcinka. Oczywiście od razu zaczęło się gdybanie, czy przeżyli, czy nie... Powstało parę bardzo ciekawych teorii i wszyscy czekali... Czekali w niecierpliwości na nowy sezon. Czytanie streszczeń odcinków, sprawdzanie czy może nie ma w nich nazwisk, czy imion ulubionych bohaterów. No i w końcu nadszedł ten upragniony dzień premiery, a wraz z nim... rozczarowanie. Myślę, że to nie tylko moje zdanie. W każdym razie, odcinek zaczął się od pogrzebu i wszyscy ci, którzy nie czytali streszczeń zapewne przeżyli szok, że to pogrzeb Marii. Okazało się inaczej. Ale to nic. To jeszcze w miarę do przeżycia. Nie ma to jak zakończyć sezon wypadkiem, a rozpocząć od... Właściwie to nie wiem. Chyba nikt tego nie wie... A wystarczyłby napis na początku odcinka: 3 miesiące później, czy coś... Bo tak... Zaczął się sezon, wszyscy cali i zdrowi, o wypadku dwa zdania i uwaga! Z wielkiej miłości, zostało ogromne ZERO... Nic. Nie wyjaśnione, chociaż z wypowiedzi Marii wynika, że się pokłócili, ale mimo to. Nie wiem. Zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. No, ale żeby nie było tak tragicznie, pojawia się w odcinku syn Adama. Od razu robi się ciekawiej, chociaż nie... Jednak nie... Mam nadzieję, że w ciągu kilku odcinków przynajmniej część rzeczy się wyjaśni, bo jak nie, to stwierdzę, że z naprawdę dobrego serialu, zrobili dno... A największą głupotą, jaka mogła być, było urwanie odcinka w połowie... Tak po prostu. Wiem, że kontynuacja będzie w poniedziałek, ale nawet Amerykanie potrafią napisać "TO BE CONTINUED". Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie skreślam tego serialu, ale mimo to wszystko, jestem zawiedziona, bo liczyłam na coś więcej. Nawet śmiać mi się nie chciało z tekstów Bolka...

Ale skoro było rozczarowanie, to musi być też zaskoczenie :D

Nigdy jakoś nie mam czasu oglądać programów w telewizji. Najgorsze jest to, że często po prostu lecą w późnych godzinach, kiedy albo się uczę, albo śpię :D Dobrze, że jeszcze tvnplayer funkcjonuje. Zawsze lubiłam oglądnąć sobie "Ostre cięcie" na TTV. Więc postanowiłam, że dla odstresowania pooglądam sobie kilka odcinków. Skończyło się na 4 sezonach :D I żeby nie było, że się nie uczę ani nic :P Bo jak się uczyłam do konkursu to musiałam sobie robić przerwy :) I właśnie tak one wyglądały. Cały program prowadzony jest przez dwóch fryzjerów: Andrzeja Wierzbickiego i Tomasza Schmidt'a. Polega na tym, że pomagają salonom fryzjerskim z całej Polski odbić się od dna. Nie zawsze się to udaje, ale jest na co popatrzeć :) Czasami winne wszystkiemu są konflikt, często brak umiejętności. Co Wam mogę powiedzieć. U fryzjera nie byłam już... Parę ładnych lat. Eksperymentowałam z włosami gdy miałam kilka lat. Miałam włosy ścinane na boba, miałam asymetrie, właściwie chyba większość takich krótkich fryzur. Później zaczęłam zapuszczać i nie żałuję na dzień dzisiejszy. Nawet wiem, że nie zetnę włosów, chociaż często zastanawiałam się, jakby mi było w jakiejś innej fryzurze. I co? Chciałam jakiś czas temu zmiany, to zrobiłam. A właściwie wszystko jest dziełem mojej mamy, która dba o moje "kłaczki" :D Jestem jasną blondynką :D Jak wiecie nie wiążę włosów, więc zależy mi, żeby mieć piękne włosy, i nie musieć ich zawsze prostować. Naturalne mam kręcone (zrobię post o tym jak o nie dbam itd, bo myślę, że jest to ciekawy temat, tym bardziej, że poświęcam im bardzo dużo czasu i uwagi) i zależy mi, żeby były idealne i miały przepiękny skręt. Kiedy tak oglądałam sobie ten program, to mam podobnie jak moi rodzice z "Kuchennymi Rewolucjami" :D Przestali chodzić do restauracji :P No dobra.. Złożyło się na to kilka żenujących epizodów, ale cóż. Ja jakoś dopóki nie będę musiała, to nie pójdę do fryzjera. A jeżeli już, to chyba będę szukała naprawdę polecanego salonu, żeby oddać moje kłaczki w ręce kogoś, kto o nie zadba, a nie zniszczy <3 W każdym razie. Polecam ten program, nie tylko osobom które mają coś wspólnego z fryzjerstwem (można parę rzeczy podpatrzeć), ale także tym wcale nie związanym, którzy szukają jakiś wskazówek jak np. dbać o włosy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz