środa, 15 lutego 2017

Moja przyjaciółka, czyli jak to wszystko się zaczęło...

Czy mieliście kiedykolwiek wrażenie, że boicie się czegoś, co może się stać?
Czy przeczesywaliście sobie włosy kilkukrotnie w ciągu dnia, aby sprawdzić, czy nic się nie zmieniło?
Czy mieliście kiedyś tak, że macie ochotę na coś dobrego i właśnie w tym momencie uświadamiacie sobie, że nie możecie?

Pewnie większość z Was odpowiedziała na pytania nie. A teraz wyobraźcie sobie, że to wszystko dotyczy konkretnie waszej osoby. To trudne, bo w końcu wszystko co złe odsuwamy od siebie jak najdalej. A teraz: Wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą i przechodzi obok osoba, która ma (np. na ramieniu) czerwoną plamę... Co zrobilibyście, gdyby podeszła do Was i zapytała o coś?

Może pozostawię to dla Was. Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. W końcu.. nie o tym miał być ten post. Mam na imię Weronika. W tym roku skończę osiemnaście lat, więc już powoli wkraczam w dorosłe życie. Snuję plany na przyszłość, marzę o dobrze zdanej matury w przyszłym roku... Moją pasją jest muzyka (gram na fortepianie, organach kościelnych, gitarze, a do tego śpiewam :) ) oraz pisanie (być może kiedyś pojawi się jakieś opowiadanko, jeżeli będziecie chcieli :D ). Nie mam jeszcze drugiej połówki, ale kto wie? Życie lubi zaskakiwać.. :D Ktoś, kto spotkałby mnie na ulicy, śmiało powiedziałby, że jestem jedną z wielu dziewczyn. Jest jednak coś, co mnie wyróżnia i sprawia, że nie jestem w 100% taka, jak inne...

Od czasu do czasu na moim ciele pojawia się kilka czerwonych plamek... Przyznam szczerze, że wtedy lepiej nie zachodzić mi w drogę, bo jedyne co chcę zrobić, to pójść w kąt i zacząć płakać... Oczywiście, z czasem wszystko mi przechodzi, ale z nikim o tym nie rozmawiam. Krótko mówiąc-zamykam się w sobie.

Wszystko zaczęło się, kiedy miałam szesnaście lat, czyli ponad rok temu. Na głowie pojawiła mi się czerwona plama, która na dodatek przy drapaniu, osypywała się. Początkowo byłam przekonana, że to tylko łupież i wraz ze zmianą szamponu, znikną wszystkie moje problemy. Niestety. Nic nie zniknęło, a nawet wręcz przeciwnie. Było większe... Przestałam chodzić w kokach, warkoczach, a nawet kucykach. Jedyną fryzurą, jaką akceptowałam, były rozpuszczone włosy (mam dość długie, więc bez problemu były w stanie zakryć mój problem.) Nie sprawiło to jednak, że czułam się z tym chociaż trochę lepiej. Zmiany w moim zachowaniu dostrzegli też rodzice. Oczywiście, jak to w Polsce bywa, żeby dostać się do lekarza odczekałam sobie ponad dwa miesiące, codziennie martwiąc się, żeby to nie było coś poważnego, tylko jakieś uczulenie (jestem alergiczką, więc wcale bym się nie zdziwiła). Kiedy w końcu poszłam na wizytę i pani dermatolog oglądnęła moją głowę... Cóż.. Będę szczera... Załamałam się. Jestem bardzo nerwowa od dziecka i to co usłyszałam sprawiło, że gdy wróciłam do domu położyłam się w łóżku i dobrych parę godzin przepłakałam (pewnie teraz pomyślicie sobie, że dramatyzuję, że co to jest plama na głowie, ale dla mnie wtedy zawalił się świat).

Łuszczyca...

Tak to wszystko się zaczęło. Pewnie większość z Was nie zrozumie, jak wiele może zmienić w życiu jedno słowo. Ja wiem... Postanowiłam założyć bloga, ponieważ kilka osób (te które wiedzą, a jest ich niewiele) doradziło mi. Poza tym, kiedy zaczęłam szukać czegokolwiek na temat mojej choroby, z którą przyszło mi się zaprzyjaźnić, to niewiele znalazłam. Chciałabym, aby ten blog nie obracał się tylko wokół łuszczycy. Marzy mi się, aby było to miejsce, gdzie będę pisać o życiu zwykłej dziewczyny, prawie niczym nie różniącą się od tych chodzących po ulicach, zmierzających do pracy czy szkoły :) Bo jednak jest to choroba, z którą można normalnie żyć i bardzo chcę to pokazać :D Kto wie.. Może komuś przyda się to, o czym będę pisała i pomoże w chwilach takich jak te, kiedy szukałam pomocy i jej nie znalazłam...

Od czasu do czasu na moim ciele pojawia się kilka czerwonych plamek... Właśnie dlatego "Kolorowe życie Biedronki"...

1 komentarz:

  1. Wzruszyłam się. Piszesz bardzo... prawdziwie. Nie powiem, że wiem co czujesz, bo nie wiem, ale w jakimś stopniu cię rozumiem. I podziwiam! Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń