piątek, 7 kwietnia 2017

Pięć pozycji, które warto... zalukać?

Dzisiaj troszkę z rozpędu, ale wiele się u mnie działo w ostatnim czasie, co było powodem braku mojej aktywności, a to jest straszne! Postaram się to nadrobić i w najbliższym czasie dodam Wam post o tym, co się u mnie działo i dlaczego mnie tak długo nie było. Do tego czasu jednak musicie uzbroić się w cierpliwość :) A dzisiaj, zgodnie z obietnicą-pięć filmów, na razie bez określonej kategorii, które możecie sobie oglądnąć :)

1. "PIĘKNA I BESTIA" (2017)

Wiem, że w kinach już niestety nie leci, chyba że w wybranych. Jeżeli tylko będziecie mieli jednak ochotę, to gorąco polecam Wam ten film. Zabiera w magiczny świat dzieciństwa. Dobrze znane piosenki nabierają nowych form, postacie, magia, muzyka, sceneria... No wszystko jest cudowne! Nie będę jednak opowiadać Wam o tym za wiele, ponieważ będzie osobny post :)

2. "OJCOWIE I CÓRKI" (2016)

Film opowiada historię młodej Katie, która poznaje mężczyznę swojego życia, jednak przeżycia z przeszłości, nie pozwalają jej być szczęśliwą. Gdy Katie ma kilka lat, ginie jej matka, a ojciec, który utrzymuje się z napisanych przez siebie powieści, przechodzi załamanie nerwowe. Nie jest w stanie zajmować się dziewczynką i jest zmuszony oddać ją na czas leczenia siostrze swojej zmarłej żony. Mała ma tam wszystko, jednak to nie wystarcza. Gdy tylko pojawia się taka możliwość-wraca do ojca. Z czasem ma miejsce seria wypadków, które rujnują życie Katie. Gdy w końcu na jej drodze staje Cameron, postanawia sprawdzić, jak to jest być "czyjąś dziewczyną".
Film jest niezwykle wzruszający, a postaci zbudowane między innymi przez aktorów, m. in. Amandę Seyfried czy Russela Crowe'a sprawiają, że historia ta nabiera swoistego charakteru...

3. "NAJDŁUŻSZA PODRÓŻ" (2015)

Nie ma chyba osoby, która na nazwisko "Spearks", zareagowałaby pytaniem: "A kto to?". Jeżeli nie z książek, to z filmów na ich podstawie. Kto nie widział "Pamiętnika", czy "Ostatniej piosenki"? Tyle razy, ile filmy na podstawie słynnych książek leciały w telewizji, nie jestem w stanie zliczyć. Jednym z najnowszych jest właśnie NAJDŁUŻSZA PODRÓŻ. Na pozór zwykła historia miłości kowboja i prostej dziewczyny (normalka), a kryje w sobie prawdziwą bombę. Wraz z rozwojem akcji, nie tylko poznajemy przeszłość bohaterów, ale także jesteśmy światkami przyjaźni, jaka połączyła umierającego człowieka z młodą dziewczyną. Początkowo starszy pan nie okazuje zbytniego zainteresowania. Kiedy jednak widzi, że Sophia nie odpuszcza, postanawia pokazać jej swoją przeszłość. Wtedy dziewczyna odkrywa, że jego historia, pokazuje jej życie z zupełnie innej strony... Już nic nie jest jasne...
Głównych rolach możemy zobaczyć wspaniałą Britt Roberston, a u jej boku Scott Eastwooda i Alana Alde. Nie muszę chyba dodawać, że gdy pierwszy raz oglądnęłam, wycisnął ze mnie łzy :)

4. "CUDA Z NIEBA" (2016)

Prawdziwa historia życia Anny Beam, która zachorowała na bardzo rzadką chorobę zaburzenia trawienia. Lekarze nie dają jej szans, a z ust Anny pada po jakimś czasie prośba o śmierć. Jedno wydarzenie, zmienia w jej życiu wszystko.
Cóż mogę więcej napisać. Nie chcę zdradzać szczegółów tego filmu. Pokazana jest w nim cała choroba dziewczynki, a także... No właśnie :) Cud jest i to nie mały. Wszyscy, których Anna poznaje w trakcie swojej choroby, zostają w jej wspomnieniach i sercu na zawsze. Film pokazuje, jak ogromną moc może mieć wiara, niezależnie od tego, ile lat już chodzimy po świecie... Myślę, że warto poświęcić mu czas, gdyż jest to prawdziwa historia, którą warto poznać :)

5. "BRIDGET JONES 3" (2016)

Tej kobiety nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tego pana raczej też nie... Para, która schodzi się tyle samo razy, co rozchodzi... Jednak za każdym razem robią to w tak niepowtarzalny sposób, że aż chce się więcej! Sama nie wiem, czy lepszy film czy książka. Tak świetne są obie wersje. Tym razem Bridget będzie miała dużo poważniejszy problem niż wybór faceta-któryś z nich został ojcem jej dziecka! Historia pełna humoru, niepowtarzalnych (jak zawsze zresztą) pomysłów przyszłej mamy oraz dwóch kandydatów. Który z nich okaże się tym właściwym? :D Nic więcej nie powiem bo zdradziłabym za dużo. Myślę, że fani Ed Sheerana też będą zachwyceni <3



Dzisiaj to na tyle. Nie chciałam się za bardzo rozpisywać, ponieważ uważam, że w takich propozycjach, nie chodzi o podawanie recenzji. Zresztą, komu chciałoby się to czytać. Tym razem postawiłam na wszystkie kategorie filmowe, jednak starałam się wybierać jednak z tych nowszych. Każdy film jest inny, każdy coś wnosi. Myślę, że w czasie tej fatalnej pogody, miło będzie usiąść z kimś i wspólnie pośmiać się czy popłakać, a może jedno i drugie? :D

środa, 15 marca 2017

"Tak! Dasz radę!", czyli o tym, że będzie dobrze

Dwa tygodnie temu napisałam post o tym, co przeszłam, jaki stan towarzyszył mi w momencie, kiedy dowiedziałam się, że mam nową towarzyszkę życia. Zacznijmy może od tego, że wszystkie rady, które znajdą się w tym poście, są jedynie zbudowane na moich przeżyciach, są moim zdaniem w tej sprawie. Wiem, że nie będą się oni tyczyć wszystkich, którzy kiedyś znaleźli się w takiej sytuacji, ale jeżeli ten post pomógłby chociaż jednej osobie, to ja będę szczęśliwa i będzie to dla mnie sukces :)

Pierwszą rzeczą, która moim zdaniem jest jedną z najważniejszych, jest to, aby w tym najtrudniejszym okresie, nie być pozostawionym samym sobie. Wiem, że wiele osób stwierdza, że nie chce przytłaczać kogoś swoimi problemami, że inni go nie zrozumieją, że być może ktoś będzie się z tych problemów śmiać... To jest naturalna rzecz, że w naszej głowie pojawiają się takie myśli. Osoba, która tak uważa, zamyka się w sobie, staje się dla innych niewidzialna. W sumie, to funkcjonuje to tak, że albo nigdzie nie wychodzi i całymi dniami z nikim nie rozmawia, albo wychodzi tylko po to, aby załatwić jakąś sprawę i jak najszybciej wrócić do domu, do swoich czterech ścian. Właściwie, znalezienie osoby, która nas wysłucha, jest chyba w tym wszystkim najtrudniejsze... Często osoba, która jest załamana, nie zauważa, że coś jest z nią nie tak. Uważa, że jest to normalne. W takich momentach, warto mieć kogoś, kto to zauważy...

Kto może być taką "dobrą duszką", której wszystko powiemy? Każdy, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jeżeli nie chcemy porozmawiać o problemie ze znaną osobą, dobrze jest wygadać się komuś obcemu. Ktoś, kto nas nie zna, często może być obiektywny i pomóc nam zrozumieć naszą sytuację. Można też podzielić się swoim problemem na jakimś forum, gdzie nie będziemy musieli używać swojego imienia i nazwiska. Zdarza się jednak, że ludzie w naszym otoczeniu sami zaczynają zauważać problem. W moim przypadku, taką "duszyczką", której wszystko mówiłam, była moja przyjaciółka. Potrafiłyśmy rozmawiać o tym bardzo, bardzo długo, czasami, kiedy nie mogłam spać, często budziłam ją w nocy, pisząc, że nie mogę zasnąć, czy może ze mną pogadać i tak dalej. Niestety, mieszka ona na drugim końcu Polski, więc nie mogła mnie przyjść i przytulić, kiedy tego potrzebowałam. Wiedziałam jednak, że jest i że zawsze mogę na niej polegać (z czasem na blogu pojawi się także post o przyjaźni "na odległość" :) ). Z czasem, problem zaczęły zauważać moje przyjaciółki, z którymi widywałam się bardzo często. I nie powiem, też otrzymałam od nich ogromne wsparcie. Uważam, że świetną "duszką" może być druga połówka, czy to chłopak, czy dziewczyna. Taka osoba, zna nas najlepiej i powinna nie tylko zauważyć, że coś jest nie tak, ale i starać się pomóc.

Kolejną sprawą, o jakiej nie można zapomnieć, to akceptacja siebie. Jest to cholernie ciężkie zadanie. Wiele osób nie potrafi sobie po prostu powiedzieć "Dość! Ja nie potrafię tak żyć!". Z akceptacją siebie jest dokładnie tak samo. Każda kobieta wie chyba, jak trudno jest zaakceptować np. dodatkowe kilogramy. Podobnie jest chociażby z chorobą. Większość z nich da się wyleczyć i tutaj nie ma większego problemu. Gorzej jest, kiedy będzie nam ona towarzyszyć przez kolejne lata i musimy nauczyć się z nią żyć. Co robimy w przypadku zbędnych kilogramów? Walczymy! Nie dajemy za wygraną i jak najszybciej chcemy się ich pozbyć, a radość, przy spadku wagi jest nie do opisania, prawda? Walka z Panią Ł. czy każdą inną chorobą wygląda podobnie. Walczymy i nie dajemy za wygraną, a kiedy osiągniemy cel (nawet jeżeli na krótko i będziemy musieli za jakiś czas ponownie walczyć) czujemy ogromną satysfakcję, że daliśmy radę. Najlepiej jednak, aby ktoś nam to uświadomił.

Wiecie, jak ogromne znaczenie mają słowa: "Dasz radę!", "Nie poddawaj się!"? Ogromną. Dla dziecka, które uczy się pisać, każda kolejna literka, przybliża go do idealnej kreski przy "T", czy pięknie zaokrąglonego brzuszka "B". Co wtedy robi kochająca mama? Siedzi nad swoim maluchem i powtarza do znudzenia: "Pięknie", "Napisz jeszcze jedną, będzie lepiej", "Poradzisz sobie z następną". To samo, powinna zrobić osoba, która jest tą "dobrą duszką". Wiecie, co potrzebuje osoba, która jest w takiej sytuacji? Pragnie, aby ktoś przyszedł, usiadł obok, przytulił i powiedział: "Jesteś silna! Dasz radę! Przejdziemy przez to razem!". To wystarczy. Moim zdaniem nie jest to dużo. 

Te kilka rad, to moje prywatne przemyślenia. Uważam, że problem polega na tym, że większość osób z otoczenia nie widzi tego "problemu". Podobnie było ze mną. Byłam przez długi okres sama. Nikt ze mną nie rozmawiał, nikt nie przyszedł, nie przytulił., mimo, że bardzo tego potrzebowałam :( Byłam sama. A tak niewiele wystarczyło. Wierzcie mi, że naprawdę warto, czasami rozejrzeć się wokół i zapytać cichej osóbki siedzącej samotnie w kącie: "Czy wszystko w porządku?". Na pewno nikt nie będzie miał Wam za złe tego pytania, a czasami możecie nieświadomie sprawić, że to osoba znowu zacznie żyć...

sobota, 11 marca 2017

Rozczarowanie i zaskoczenie tego tygodnia w telewizji...

Na początku chcę Wam powiedzieć, że pani Ł, dała o sobie znać i wyszła wszędzie, gdzie mogła :/ Być może jest to efekt stresu, czego bym się nie zdziwiła, bo konkurs z psychologii wywołał u mnie mega stres :/ Ale walczymy i za mam nadzieję, że za niedługo znów się rozstaniemy.
Co do konkursu, to nie przeszłam dalej, ale mam wysokie miejsce i jestem z siebie naprawdę dumna :) Dało mi to naprawdę dużo do myślenia i mam nadzieję, że nie przestanę. Poza tym, dziękuję za wszystkie kciuki <3

Kolejną sprawą, jaką chciałam Wam napisać, to przepraszam za ostatnie zamieszanie na blogu. We wtorek nie było wpisu, w środę nie miałam kompletnie pomysłu co napisać. W tym tygodniu jednak wszystko wraca do normy :) We wtorek obiecany od dwóch tygodni post jak pomóc załamanej osobie, a w piątek "(...) pozycji, którym warto poświęcić czas" :) Jeżeli ktoś więc ma czas i ochotę poczytać, to zapraszam we wtorek i piątek :)

Wracając do tematu. Tytuł dzisiejszego wpisu nie jest przypadkowy. W tym tygodniu było kilka premier, a między innymi jedna, na którą czekali chyba wszyscy fani, ale zamiast zaskoczenia, na które wszyscy czekali, zyskali spore ROZCZAROWANIE! Ja sama także się tego nie spodziewałam i miałam nadzieję do ostatniej minuty odcinka, że to tylko takie podpuszczanie. No cóż. Myliłam się. Dzisiaj więc będzie troszkę o serialu "Sprawiedliwi..." (pojawią się spojlery dla tych, którzy nie oglądali)

Zacznijmy może od tego, że cały pierwszy sezon, a przede wszystkim ostatnie odcinki były bardzo emocjonujące dla fanów jednej z par policjantów. Mowa oczywiście o Adamie i Marysi. Co tam zdanie rodziców, co tam różnica wieku... Ważne że się kochali :P A ponieważ nasi scenarzyści mają bardzo bujną wyobraźnię, czego nie da się ukryć patrząc także na inne seriale, to zakończyli z potężnym przytupem: śmierć jednej z drugoplanowych, ale jakże ważnych postaci była szokiem, ale nikt nie spodziewał się wypadku na koniec odcinka. Oczywiście od razu zaczęło się gdybanie, czy przeżyli, czy nie... Powstało parę bardzo ciekawych teorii i wszyscy czekali... Czekali w niecierpliwości na nowy sezon. Czytanie streszczeń odcinków, sprawdzanie czy może nie ma w nich nazwisk, czy imion ulubionych bohaterów. No i w końcu nadszedł ten upragniony dzień premiery, a wraz z nim... rozczarowanie. Myślę, że to nie tylko moje zdanie. W każdym razie, odcinek zaczął się od pogrzebu i wszyscy ci, którzy nie czytali streszczeń zapewne przeżyli szok, że to pogrzeb Marii. Okazało się inaczej. Ale to nic. To jeszcze w miarę do przeżycia. Nie ma to jak zakończyć sezon wypadkiem, a rozpocząć od... Właściwie to nie wiem. Chyba nikt tego nie wie... A wystarczyłby napis na początku odcinka: 3 miesiące później, czy coś... Bo tak... Zaczął się sezon, wszyscy cali i zdrowi, o wypadku dwa zdania i uwaga! Z wielkiej miłości, zostało ogromne ZERO... Nic. Nie wyjaśnione, chociaż z wypowiedzi Marii wynika, że się pokłócili, ale mimo to. Nie wiem. Zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. No, ale żeby nie było tak tragicznie, pojawia się w odcinku syn Adama. Od razu robi się ciekawiej, chociaż nie... Jednak nie... Mam nadzieję, że w ciągu kilku odcinków przynajmniej część rzeczy się wyjaśni, bo jak nie, to stwierdzę, że z naprawdę dobrego serialu, zrobili dno... A największą głupotą, jaka mogła być, było urwanie odcinka w połowie... Tak po prostu. Wiem, że kontynuacja będzie w poniedziałek, ale nawet Amerykanie potrafią napisać "TO BE CONTINUED". Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie skreślam tego serialu, ale mimo to wszystko, jestem zawiedziona, bo liczyłam na coś więcej. Nawet śmiać mi się nie chciało z tekstów Bolka...

Ale skoro było rozczarowanie, to musi być też zaskoczenie :D

Nigdy jakoś nie mam czasu oglądać programów w telewizji. Najgorsze jest to, że często po prostu lecą w późnych godzinach, kiedy albo się uczę, albo śpię :D Dobrze, że jeszcze tvnplayer funkcjonuje. Zawsze lubiłam oglądnąć sobie "Ostre cięcie" na TTV. Więc postanowiłam, że dla odstresowania pooglądam sobie kilka odcinków. Skończyło się na 4 sezonach :D I żeby nie było, że się nie uczę ani nic :P Bo jak się uczyłam do konkursu to musiałam sobie robić przerwy :) I właśnie tak one wyglądały. Cały program prowadzony jest przez dwóch fryzjerów: Andrzeja Wierzbickiego i Tomasza Schmidt'a. Polega na tym, że pomagają salonom fryzjerskim z całej Polski odbić się od dna. Nie zawsze się to udaje, ale jest na co popatrzeć :) Czasami winne wszystkiemu są konflikt, często brak umiejętności. Co Wam mogę powiedzieć. U fryzjera nie byłam już... Parę ładnych lat. Eksperymentowałam z włosami gdy miałam kilka lat. Miałam włosy ścinane na boba, miałam asymetrie, właściwie chyba większość takich krótkich fryzur. Później zaczęłam zapuszczać i nie żałuję na dzień dzisiejszy. Nawet wiem, że nie zetnę włosów, chociaż często zastanawiałam się, jakby mi było w jakiejś innej fryzurze. I co? Chciałam jakiś czas temu zmiany, to zrobiłam. A właściwie wszystko jest dziełem mojej mamy, która dba o moje "kłaczki" :D Jestem jasną blondynką :D Jak wiecie nie wiążę włosów, więc zależy mi, żeby mieć piękne włosy, i nie musieć ich zawsze prostować. Naturalne mam kręcone (zrobię post o tym jak o nie dbam itd, bo myślę, że jest to ciekawy temat, tym bardziej, że poświęcam im bardzo dużo czasu i uwagi) i zależy mi, żeby były idealne i miały przepiękny skręt. Kiedy tak oglądałam sobie ten program, to mam podobnie jak moi rodzice z "Kuchennymi Rewolucjami" :D Przestali chodzić do restauracji :P No dobra.. Złożyło się na to kilka żenujących epizodów, ale cóż. Ja jakoś dopóki nie będę musiała, to nie pójdę do fryzjera. A jeżeli już, to chyba będę szukała naprawdę polecanego salonu, żeby oddać moje kłaczki w ręce kogoś, kto o nie zadba, a nie zniszczy <3 W każdym razie. Polecam ten program, nie tylko osobom które mają coś wspólnego z fryzjerstwem (można parę rzeczy podpatrzeć), ale także tym wcale nie związanym, którzy szukają jakiś wskazówek jak np. dbać o włosy :)

niedziela, 5 marca 2017

Kilka pozycji, którym warto poświęcić czas...

Z lekkim poślizgiem, spowodowanym przygotowaniami do turnieju psychologicznego, który będzie miał miejsce we wtorek, wracam do Was z postem, który miał ukazać się w piątek :) Niestety przez natłok obowiązków, a także warsztaty dziennikarskie, nie miałam czasu, żeby coś napisać, a kiedy próbowałam, to mój telefon wylądował w kieszeni księdza (tak się kończy próba pisania postów na religii :D ). Ale wracając do tematu :) Dzisiaj, jako że to pierwszy post z serii postów z propozycjami książkowymi, serialowymi czy filmowymi, chciałabym, troszkę pomieszać. Będzie coś zarówno z literatury, jak i z telewizji, a także z historii kina coś się znajdzie :D Nie będzie to jednak jakiś bardzo długi post, ponieważ muszę wracać do czytania literatury konkursowej (mam nadzieję że kciuki będziecie trzymać) :)

Na pierwszy ogień pójdzie... literatura :)
(żeby nie było. Ostatnio czytam naprawdę masę książek i nie jest to moja ulubiona książka, ale jedna z tych, którym na prawdę warto poświęcić czas :) )

1. "BEZ MOJEJ ZGODY"-Jodi Picoult

Krótko, zwięźle i na temat, chociaż nie wiem, czy o tej książce się da. Kilka lat temu oglądałam film. Uważałam, iż jest to jeden z lepszych filmów, chociaż jeżeli chodzi o tą tematykę, jest dużo lepszych. Nie brałam się za książkę z prostych powodów. Bałam się, że film jest jej dokładnym odwzorowaniem. Mogłabym Wam napisać długi post dotyczący różnic między filmem i książką, ale napiszę tylko jedno: przeżyłam szok. Nie pamiętam książki, która wywołała we mnie tyle emocji i przemyśleń, że jeszcze długo po jej zakończeniu nie mogłam wyrzucić jej z głowy. Mając na myśli film napisałabym: "Poruszająca historia dziewczynki, która musi podjąć najcięższą decyzję: zdecydować o śmierci siostry". O książce nie da się tak powiedzieć. To nie tylko historia walki Kate o zdrowie, czy ciężka decyzja Anny. To także historia poszukiwania miłości rodziców, której jedenastoletnia dziewczynka nigdy nie doświadczyła. Zaskoczeniem dla tych którzy oglądali film, będzie pojawienie się Juli-ukochanej adwokata sprzed lat, a także nowy wątek. Historia miłości, która pokazuje, że jeśli się kogoś kocha, to nie tylko jest się z nim w najgorszych momentach, ale jest się w stanie czekać na niego długie lata i nie zapomnieć...
Cóż więcej mogę powiedzieć... Na długie weekendowe wieczory-IDEALNA!

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią, czy też mają czas na czytanie, więc pora na coś z kategorii telewizyjnej :)
(ostatnio wspominałam Wam o rewelacyjnym serialu "SPRAWIEDLIWI-WYDZIAŁ KRYMINALNY". Dla oglądających, przypominam o zbliżającej się premierze drugiego sezonu, już 8 marca!!! Kto wie, może jakiś post po emisji? :) )

2. "WIKTORIA"-serial brytyjski (aktualnie emitowany przez TVP)

Stwierdzam, iż oglądam za dużo seriali... Ale to dobrze :D Będzie o czym pisać :) Wracając do tematu. Czekałam na ten serial bardzo długo. Odcinki oglądałam nawet w wersji oryginalnej, bez tłumaczenia. Opowiada on historię królowej Wiktorii, od objęcia przez nią tronu Anglii w wieku 18 lat do... no właśnie. Tutaj jest pytanie, bowiem I sezon zakończył się na narodzinach pierwszej córki, Wiktorii. Właściwie, jest on wyjątkowy w całej swojej okazałości. Każdy odcinek dopracowany, świetnie dobrani aktorzy (w roli Wiktorii-Jenna Coleman/w roli Alberta-Tom Hughes/a także wiele innych wspaniałych), a nawet stroje uszyte na bazie prawdziwych. Krótko mówiąc-aż chce się oglądać! Początkowo jednak nie mogłam przekonać się do księcia Alberta. Wydawał mi się... dziwny. Może dlatego, że przed oczami wciąż miałam świetnie wykreowaną postać Ruperta Frienda z filmu "Młoda Wiktoria", który oglądałam setki razy :D Ale nie o tym. Każdy, kto zna biografię królowej Wiktorii, a także niezwykłą historię jej miłości do księcia Alberta, musi oglądnąć ten serial. Przynajmniej kilka odcinków :) Niektóre sceny, a także towarzysząca im muzyka, na długo zagoszczą w waszej głowie :)
Jeżeli chodzi o mnie, z niecierpliwością czekam na kolejny sezon :) Mam nadzieję, że zachwyci mnie tak samo jak pierwszy...

Nadszedł czas, aby poświęcić chwilę nowinkom kina :) Bowiem dzisiaj nie będę pisała o filmie sprzed kilku lat, a o jednym z znajdujących się obecnie w repertuarze :) Kto wie, może ktoś się wybierze?

3. "PORADY NA ZDRADY"-komedia 2017r.

Kto z nas po zdradzie nie chciałby dokopać chłopakowi/dziewczynie? Chyba każdy. Ten kto to przeżył wie, z czym to się wiąże. Wiedzą o tym też dwie kobiety: Kalina (w tej roli Magdalena Lamparska) oraz Fretka (Anna Dereszowska). Jedna, odkrywa zdradę narzeczonego w dniu ślubu, druga nakrywa swojego mężczyznę w samochodzie z inną. Obie koniec końców postanawiają pomóc innym kobietom, które zastanawiają się czy ich mężczyźnie ich nie okłamują-zostają "testerkami wierności". Oczywiście wraz z rozwijającą się akcją, pojawiają się także obiekty westchnień dziewczyn :) Nie będę jednak zdradzać szczegółów, bo po co iść do kina? :D Ogólnie rzecz ujmując: przyjemna, lekka komedia, z gwiazdorską obsadą i ciekawą historią. Warto wybrać się do kina, póki jeszcze leci :D

Na dzisiaj to chyba wszystko :) Mam nadzieję, że ktoś skorzysta z moich propozycji. Kolejny post będzie bardziej ukierunkowany na literaturę, film bądź serial :) Dzisiaj z braku czasu, a także z racji tego, że to pierwszy taki post, jest misz-masz wszystkiego :D Od czasu do czasu będę także zamieszczać aktualności kinowe (przede wszystkim w tym miesiącu, ponieważ jest kilka ciekawych pozycji), które mogą się wyróżniać :) Nie wiem co pojawi się w piątek. Być może pięć filmów. Nie wiem czy zrobię już podział na dramaty, komedie itd, ponieważ muszę to sobie najpierw wszystko ładnie poukładać. Być może piątek będzie również poświęcony serialowej premierze, czyli "Sprawiedliwym..." (jak już wspominałam). Wszystko się okaże :)
Będzie mi miło, jeżeli i wy podacie swoje propozycje w komentarzach :) A może Wy macie jakąś ciekawą propozycję, której mogłabym poświęcić swój czas? :D

środa, 1 marca 2017

Gdy przyjdą ciężkie chwile, czyli parę słów o załamaniu...

Z racji tego, że tydzień temu było troszkę luźniej (wiadomo-seriale, filmy i te sprawy :) ), dzisiaj przyszedł czas na post, w którym poruszę coś, o czym nie łatwo mi mówić. W moim pierwszym poście zdradziłam Wam tajemnicę, o której mówię niewielu osobom z mojego otoczenia. Dzisiaj nawiążę do niego, ponieważ chciałabym poruszyć temat najtrudniejszego okresu, który dotyka wielu osób.

Kiedy dowiedziałam się o tym, że pani Ł. postanowiła na stałe zagościć w moim życiu, nastał jeden z najgorszych okresów. Przed diagnozą pocieszałam się, że to może jednak coś innego, więc nie stresowałam się aż tak bardzo. Jednak u lekarza puściły mi nerwy-załamałam się. Na szczęście były wtedy wakacje. Nie chcę myśleć, co działoby się ze mną, jeżeli taka sytuacja miałaby miejsce w roku szkolnym. Wróciłam do domu, położyłam w łóżku i kompletnie nie chciałam z nikim o tym rozmawiać. Chociaż nie.. Chciałam porozmawiać z pewną najbliższą mi osobą, ale nie zrozumiała mnie. Stwierdziła że przesadzam, że nic mi się nie dzieje. Krótko mówiąc-nie otrzymałam od niej wsparcia, którego w tamtym momencie tak bardzo potrzebowałam. Chciałam, żeby przyszła, przytuliła, ale nic takiego nie miało miejsca. Być może to również wpłynęło na to, jak bardzo się załamałam.
Czułam, że jestem pozostawiona sama sobie, że nie mam wpływu na to jak się czuję. Słysząc o łuszczycy, łzy napływały mi do oczu, chciałam uciec w kąt, zamknąć się w pokoju. Moim najlepszym przyjacielem stała się poduszka, w którą wylałam morze słonych kropel. Trwało to kilka długich tygodni. Później na chwilę czułam się nieco lepiej, jednak wszystko wróciło, gdy pani Ł. zagościła na moich rękach, nogach.

Teraz, z perspektywy czasu zastanawiam się, czy musiało tak być? Czy nie dało się temu jakoś zapobiec? Czy te kilka miesięcy, ponieważ tyle czasu zajęło mi uporanie się ze sobą, musiało minąć, abym to zrozumiała?

TAK. W moim przypadku potrzebowałam dużo więcej czasu. Myślę, że ogromny wpływ miało również to, że byłam z tym sama. Nie miałam obok nikogo, kto by mnie przytulił, powiedział, że dam sobie z tym radę, że wszystko się ułoży. Oczywiście, moje przyjaciółki po czasie zaczęły zauważać, że coś jest ze mną nie tak, że nie jestem tą samą osobą, którą byłam wcześniej. Przestałam wychodzić z nimi do kina, teatru czy na jakikolwiek spacer. Chyba trzeba powiedzieć sobie wprost: patrzyłam na świat przez pryzmat pani Ł.  Nadszedł jednak czas, gdy powiedziałam sobie STOP!

Zaczęłam żyć od nowa. Nie byłam już tą samą osobą, co przed tym jakże trudnym okresem. Zmienił się mój pogląd na świat. Oczywiście, ciągle mam jakieś załamania, chwile grozy... Ale zaczynam sobie z tym radzić i z czasem jest coraz lepiej :) Każdy, kto przeżył coś takiego wie, jakie to trudne. Jak wiele siły trzeba w sobie mieć, żeby przezwyciężyć ten stan, w jakim się znalazło. Ja daje radę, choć ani pani Ł. ani depresja nie dają za wygraną...

A już za tydzień zapraszam Was na kolejny post o tym, jak uporać się z załamaniem :) Tym razem będzie mowa o tym, co może pomóc nam poradzić sobie z tym stanem i zacząć znów żyć :)

środa, 22 lutego 2017

Książki, filmy, seriale...czyli coś, co umila czas...

Przez cały tydzień myślałam tylko o tym, o czym napisać dzisiejszy post. Co w nim zawrzeć, o czym Wam opowiedzieć... Mam mnóstwo tematów, o których mogłabym pisać godzinami. Przykładem mogą być chociażby seriale :) Jestem zarówno książkoholiczką, jak i serialoholiczką. Jak mam doła, to albo czytam, albo oglądam :D Oczywiście, nie mówię, że się nie uczę. Wręcz przeciwnie! Na seriale przeznaczam soboty lub niedziele, kiedy już wszystko mam zrobione na nadchodzący tydzień.

Skoro już wspomniałam, że kocham książki, to powiem tak. Gdybym miała kupować wszystkie, które przeczytałam, to już dawno moi rodzice by zbankrutowali :D Dużo książek czytam w formie ebook-ów. Ostatnio niestety nie miałam czasu, a nawet nie wiecie jak bardzo mnie to dręczy i boli, ponieważ mam trzy nowe książki na półce, które tak bardzo mnie kuszą i nie mogę ich przeczytać :( No ale jak zdam wszystkie zaległe rzeczy to pochłonę je bardzo szybko. W najbliższym czasie ukaże się także recenzja jednej z książek, ale na razie nic nie mówię.

Jeżeli chodzi o seriale, to nie umiem bez nich żyć (podobnie jak bez książek). Kiedy już siedzę na komputerze to najczęściej coś oglądam. Wkrótce ruszają też nowe sezony i zupełnie nowiutkie seriale, więc nareszcie koniec z powtórkami i będzie coś nowego. Wierzcie mi... Są odcinki, które w ostatnim czasie leciały po cztery razy w TV, więc można je znać na pamięć :D Ale nie jest aż tak źle.
Myślę, że może zrobię osobne posty z tymi rzeczami. Kto wie? Może zrobię "10 książkowych pozycji, którym warto poświęcić czas"? Podobne mogę napisać z serialami i filmami :) To byłoby coś. Nawet można zrobić jeden dzień w tygodniu, w którym będą się pojawiać albo recenzje, albo właśnie takie posty czemu warto poświęcić czas. Napiszcie, co o tym myślicie :)

Korzystając z okazji, chciałabym Wam polecić jeden z polskich seriali, który miał swoją premierę końcem sierpnia ubiegłego roku, a nowy sezon rozpoczyna się 8 marca, czyli dość późno. Mowa o serialu "Sprawiedliwi-wydział kryminalny". Emitowany jest on od poniedziałku do czwartku o godzinie 20:00. Niektórzy mówią, że to takie dziecko "Policjantek i policjantów", jednak moim zdaniem jest o wiele, wiele lepszy. Może dlatego, że nigdy jakoś nie byłam przekonana do końca do tego serialu. Nie wiem. Na pewno ogromnym plusem dla "Sprawiedliwych..." jest fantastyczna rola Marka Włodarczyka. Kto go nie kojarzy z serialu "Kryminalni"? Fakt faktem był emitowany w telewizji, gdy miałam raptem kilka lat, ale w któreś wakacje nadrobiłam wszystkie odcinki :) Było warto. Myślę, że właśnie to mnie przekonało, aby zainteresować się nowym serialem stacji TV4. Nie jest to typowy serial kryminalny. Głównymi bohaterami są dwie pary policjantów: komisarz Adam Stasiak (Arkadiusz Karpiński) i aspirant Maria Przybylska (Weronika Lewoń) oraz podkomisarz Paulina Wach (Kamila Ścibiorek) i aspirant Jakub Walczak (Michał Mrozek). Oczywiście nad całą bandą czuwa niezastąpiony naczelnik Edward Kubis (Marek Włodarczyk). Mogłabym dłuuugo pisać o tym, kto namiesza, między kim coś zaiskrzy... Ale to by nie miała za dużego sensu. Chyba, że będziecie chcieli :) Piszcie w komentarzu :) Czy czekam na nowy sezon? Jak nie wiem na co! I jest to uzasadnione czekanie, ponieważ sezon pierwszy zakończył się w najgorszy możliwy sposób, a wszystkie opisy nowych odcinków tak na prawdę niewiele mówią (wiedzą jak widza trzymać w niepewności), a przez cały czas oczekiwania były jedynie drobne zajawki i ogromne gdybanie, co by było GDYBY... No właśnie. Gdyby. Ja też sobie gdybałam i nawet opowiadanie z tego wyszło. Ogólnie rzecz ujmując cały serial to nie tylko zbrodnia i dochodzenie-to olbrzymia dawka humoru, której większość z nas potrzebuje na koniec dnia :) Aktorzy, poza Markiem Włodarczykiem mało znani, niektórzy wcale, co ma też swoje plusy :) Mam tylko nadzieję, że scenarzystów fantazja za bardzo nie poniosła i nie będzie żadnych zmian, bo chyba wtedy nie wytrzymam :D

Polecam sobie zerknąć na chociaż jeden odcinek (byle nie od końca :D ). Może akurat przypadnie Wam do gustu :)

Myślę, że za tydzień w piątek kolejna dawka filmowo-serialowo-książkowego szaleństwa :) Skoro większość ma czas na oglądanie tylko w weekendy, to właśnie w piątki będę Wam podsuwać pomysły :) Co wy na to?

środa, 15 lutego 2017

Moja przyjaciółka, czyli jak to wszystko się zaczęło...

Czy mieliście kiedykolwiek wrażenie, że boicie się czegoś, co może się stać?
Czy przeczesywaliście sobie włosy kilkukrotnie w ciągu dnia, aby sprawdzić, czy nic się nie zmieniło?
Czy mieliście kiedyś tak, że macie ochotę na coś dobrego i właśnie w tym momencie uświadamiacie sobie, że nie możecie?

Pewnie większość z Was odpowiedziała na pytania nie. A teraz wyobraźcie sobie, że to wszystko dotyczy konkretnie waszej osoby. To trudne, bo w końcu wszystko co złe odsuwamy od siebie jak najdalej. A teraz: Wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą i przechodzi obok osoba, która ma (np. na ramieniu) czerwoną plamę... Co zrobilibyście, gdyby podeszła do Was i zapytała o coś?

Może pozostawię to dla Was. Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. W końcu.. nie o tym miał być ten post. Mam na imię Weronika. W tym roku skończę osiemnaście lat, więc już powoli wkraczam w dorosłe życie. Snuję plany na przyszłość, marzę o dobrze zdanej matury w przyszłym roku... Moją pasją jest muzyka (gram na fortepianie, organach kościelnych, gitarze, a do tego śpiewam :) ) oraz pisanie (być może kiedyś pojawi się jakieś opowiadanko, jeżeli będziecie chcieli :D ). Nie mam jeszcze drugiej połówki, ale kto wie? Życie lubi zaskakiwać.. :D Ktoś, kto spotkałby mnie na ulicy, śmiało powiedziałby, że jestem jedną z wielu dziewczyn. Jest jednak coś, co mnie wyróżnia i sprawia, że nie jestem w 100% taka, jak inne...

Od czasu do czasu na moim ciele pojawia się kilka czerwonych plamek... Przyznam szczerze, że wtedy lepiej nie zachodzić mi w drogę, bo jedyne co chcę zrobić, to pójść w kąt i zacząć płakać... Oczywiście, z czasem wszystko mi przechodzi, ale z nikim o tym nie rozmawiam. Krótko mówiąc-zamykam się w sobie.

Wszystko zaczęło się, kiedy miałam szesnaście lat, czyli ponad rok temu. Na głowie pojawiła mi się czerwona plama, która na dodatek przy drapaniu, osypywała się. Początkowo byłam przekonana, że to tylko łupież i wraz ze zmianą szamponu, znikną wszystkie moje problemy. Niestety. Nic nie zniknęło, a nawet wręcz przeciwnie. Było większe... Przestałam chodzić w kokach, warkoczach, a nawet kucykach. Jedyną fryzurą, jaką akceptowałam, były rozpuszczone włosy (mam dość długie, więc bez problemu były w stanie zakryć mój problem.) Nie sprawiło to jednak, że czułam się z tym chociaż trochę lepiej. Zmiany w moim zachowaniu dostrzegli też rodzice. Oczywiście, jak to w Polsce bywa, żeby dostać się do lekarza odczekałam sobie ponad dwa miesiące, codziennie martwiąc się, żeby to nie było coś poważnego, tylko jakieś uczulenie (jestem alergiczką, więc wcale bym się nie zdziwiła). Kiedy w końcu poszłam na wizytę i pani dermatolog oglądnęła moją głowę... Cóż.. Będę szczera... Załamałam się. Jestem bardzo nerwowa od dziecka i to co usłyszałam sprawiło, że gdy wróciłam do domu położyłam się w łóżku i dobrych parę godzin przepłakałam (pewnie teraz pomyślicie sobie, że dramatyzuję, że co to jest plama na głowie, ale dla mnie wtedy zawalił się świat).

Łuszczyca...

Tak to wszystko się zaczęło. Pewnie większość z Was nie zrozumie, jak wiele może zmienić w życiu jedno słowo. Ja wiem... Postanowiłam założyć bloga, ponieważ kilka osób (te które wiedzą, a jest ich niewiele) doradziło mi. Poza tym, kiedy zaczęłam szukać czegokolwiek na temat mojej choroby, z którą przyszło mi się zaprzyjaźnić, to niewiele znalazłam. Chciałabym, aby ten blog nie obracał się tylko wokół łuszczycy. Marzy mi się, aby było to miejsce, gdzie będę pisać o życiu zwykłej dziewczyny, prawie niczym nie różniącą się od tych chodzących po ulicach, zmierzających do pracy czy szkoły :) Bo jednak jest to choroba, z którą można normalnie żyć i bardzo chcę to pokazać :D Kto wie.. Może komuś przyda się to, o czym będę pisała i pomoże w chwilach takich jak te, kiedy szukałam pomocy i jej nie znalazłam...

Od czasu do czasu na moim ciele pojawia się kilka czerwonych plamek... Właśnie dlatego "Kolorowe życie Biedronki"...